Wypadek z udziałem rowerzysty – jak udzielić pierwszej pomocy?

Ile czasu potrzeba by zmieniło się nasze życie? Tak o sto osiemdziesiąt stopni, tak aby stanęło na głowie, wywracając ustalony ład i porządek. Sekundę. Czasami mniej. Tyle bowiem wymaga przeciętny wypadek, by zmienić nasze życie. Wyjedziemy na rower cali i zdrowi, a wrócimy – oby na własnych nogach – poobijani, w stresie, z ubytkami na ciele i duszy. Jest masa możliwości, aby to się stało. MTB, mimo kasków i ochraniaczy – wystarczy nieuwaga, drobne pęknięcie w monolicie koncentracji by wypaść za szlak, za krętą ścieżkę wprost w drzewa czy jeszcze gorzej jakiś wąwóz, kanał, rów. Szosa? Mkniemy szybko, liczymy kadencję, ustalamy jakiś oddech, walczymy z czasem, to wszystko jest w naszych głowach uporządkowane, czyste, klarowne – bach! Spotykamy samochód, kamień, zwierzę biegnące przez ulicę. I dziać się może wszystko – od złamania palca czy obojczyka po wstrząs mózgu i krwotok.

Wypadek na rowerze jest nieunikniony. Musimy sobie to jasno powiedzieć – ponosimy ryzyko za każdym razem, gdy wychodzimy z domu. Niemniej podejmujemy je, ponieważ sumarycznie korzyści są większe niż potencjalna strata. Możemy oczywiście zabezpieczyć się w możliwie skuteczny sposób – odblaski, światła, sprawny rower (hamulce, przerzutki), ochraniacze, rękawiczki, w końcu kaski gdzie technologia poszła bardzo do przodu. Możemy ze swojej strony zrobić wszystko, by nic się nie stało, a i tak może się stać – bo na drogach często nie jesteśmy sami, a za innych odpowiadać nie możemy, możemy co najwyżej przewidywać ich zachowanie.

Wypadek na rowerze w mieście

Wypadek na rowerze

Nie ma sytuacji w których unikamy ryzyka. Według policyjnych statystyk w 2020 roku doszło do 3768 kolizji z udziałem rowerzystów, z czego 249 z nich to ofiary śmiertelne, a 3403 odniosło rany. Siedząc w domu nie unikamy problemów, a wręcz je potęgujemy. Jadąc na rowerze nie prosimy się o wypadek – przecież używamy drogi tak samo jak samochód, furmanka, traktor i motocykl. Po prostu widać nas mniej, jesteśmy na tej drodze drobniejsi, łatwiej nas przeoczyć lub co gorsza – zignorować. Wypadek z udziałem rowerzysty, gdy drugą stroną jest pojazd mechaniczny najczęściej kończy się niestety poważnymi urazami cyklisty, a niekiedy jego śmiercią.

Rachunek jest prosty – mamy różne masy, przyspieszenia i wartości, a fizyka jest tu nieubłagana. Półtoratonowy samochód typu SUV (a takie są coraz popularniejsze) ma zderzak na wysokości naszych ud, bioder, czasami wyżej – resztę wystarczy pozostawić wyobraźni, która powie co dzieje się z nami przy dziesięciokrotnie mniejszej masie. Najgorsze są wypadki na prostopadłych kierunkach – mają miejsce przy skrzyżowaniach, czy tam gdzie ścieżki rowerowe krzyżują się z drogami. Rozpędzone auto plus rozpędzony cyklista to niemal gwarancja poważnych konsekwencji.

Oczywiście nie zatrzyma nas to w domu. Obok takich skrajnych sytuacji gdzie zderzenia na prostopadłych kierunkach jazdy kończą się bardzo niedobrze, mamy też dużo mniej drastyczne sytuacje – potknięcia i upadki, które na całe szczęście zdzierają tylko ubiór, czasami skórę, lakier no i kawałek dumy. Nie da się ich unikać – można minimalizować ich występowanie dzięki edukacji, zapobieganiu, doświadczeniu i rozsądkowi, który z biegiem czasu wypiera brawurę i pewność siebie. Oraz oczywiście powinniśmy pomyśleć o czymś, co nazywa się tajemniczo apteczka rowerowa. Świetny pomysł by to mieć – a stare, acz prawdziwe motto mówi jasno: lepiej mieć, a nie potrzebować niż potrzebować – a nie mieć.

Apteczka rowerowa i jej wyposażenie

Generalnie apteczka rowerowa nie jest obowiązkowym wyposażeniem roweru. Obowiązkowa jest w każdym pojeździe mechanicznym i wszędzie można znaleźć gotowe modele, które zawierają wszystko czego potrzebujemy, od pincety po tak zwany koc życia (koc termiczny). Ale możemy sprawić taki sprzęt sami – albo kompletując samodzielnie, albo kupując gotowy produkt. Taka apteczka rowerowa pod siodełko nie kosztuje wiele, a jest zawsze pod ręką i mamy pewność, że jesteśmy w jakiś sposób zabezpieczeni, chociaż częściowo przed negatywnymi skutkami przykrych zdarzeń na drodze i poza nią. Nawet jeśli sami wychodzimy z upadków bez szwanku – to warto przemyśleć instalację takiej apteczki. Będziemy mogli pomóc komuś innemu.

Wyposażenie apteczki różni się w zależności od miejsca montażu. Apteczka rowerowa pod siodełko zmieści trochę więcej niż ta montowana w trójkącie ramy. Często wykonana jest z cordury lub poliamidów, więc jest całkowicie wodoszczelna – na rynku są też wersje ze zwijanym zapięciem. Jej zawartość może być różna w zależności od wersji, ale powinny się w niej znaleźć:

  • plastry różnej szerokości
  • sterylne gaziki rolkowe
  • koc ratunkowy (możemy dokupić oddzielnie)
  • opatrunek na oparzenia
  • woda utleniona
  • para nożyczek pierwszej pomocy
  • chusteczki nawilżane
  • maseczka do sztucznego oddychania
  • rękawiczki jednorazowe
  • adrenalina / wapno / glukoza – przydadzą się w wypadku ukąszeń owadów i wystąpienia obrzęków
  • środki przeciwbólowe

Na dłuższe podróże możemy wzbogacić ten zestaw o maści łagodzące otarcia i uderzenia takie jak Bepanthen czy Granugel oraz opatrunki hydrożelowe. Własne doświadczenie powinno nam podpowiadać, co może się stać i na co powinniśmy być gotowi.

Potrącenie rowerzysty – jak udzielić pierwszej pomocy?

Wypadek z udziałem rowerzysty to najczęściej zdarzenie losowe będące skutkiem utraty kontroli nad pojazdem lub nieprzewidzianą sytuacją na drodze. Jadąc rowerem górskim gdzieś po bezdrożach jest trudniej, jeśli jedziemy sami. Musimy bowiem liczyć na to, że ktoś nas znajdzie – dlatego warto jeździć z kimś, po prostu ze względów bezpieczeństwa. Na drodze czy szosie mamy nieco więcej nadziei, że kierowca który nas mija zatrzyma się i wezwie pomoc. Najgorsze jest potrącenie rowerzysty w ruchu drogowym – często trudno określić rozległość urazów, a przecież nic nas nie chroni w momencie uderzenia i upadku. I pomimo że cykliści to najczęściej twardziele, nie bagatelizujmy niczego co nas spotyka. Często bowiem urazy takie jak krwotok wewnętrzny objawiają się później gdy ustępuje pierwszy szok.

Co robić gdy pomimo wszystko jesteśmy uczestnikami bądź świadkami takiego wypadku z udziałem rowerzysty? Oto najważniejsze czynności, które nawet jeśli są nam znane, warto nieustannie przyswajać.

  1. Wezwij pomoc – dzwoń pod 112 lub 999
  2. Zabezpiecz miejsce wypadku! – Jeśli nie jesteś sam, wskaż wyraźnie na kogoś i powiedz co ma robić: czekać na pogotowie, przygotować apteczkę, opatrunek, ustawić trójkąt
  3. Sprawdź, czy poszkodowany oddycha
  4. Jeśli to możliwe, unikaj obracania i ruszania ofiary – w wyniku uderzenia może dojść do krwotoku lub przemieszczania się kości czy co gorsza, kręgów. Czekaj na pogotowie!
  5. Jeśli poszkodowany mamrocze, wymiotuje – może to być skutek wstrząsu mózgu, postaraj się go uspokoić i nie przemieszczaj
  6. Po przyjeździe pogotowia – poinformuj co zrobiłeś i co się stało
wypadek na rowerze w lesie

Pamiętajmy – nie robimy nic, co mogłoby nas samych narazić na niebezpieczeństwo. Zabezpieczenie miejsca zdarzenia jest więc fundamentalne, zwłaszcza na szosie. Jeśli do wypadku z udziałem rowerzysty dojdzie poza drogą – musimy maksymalnie precyzyjnie określić miejsce i ewentualnie najszybszy dojazd. Najprostszy sposób, by to zrobić – przećwiczyć. Jeździsz z kolegami? Symulacja wypadku i podawanie informacji mogą uratować komuś życie. Nie udawaj mądrzejszego i nie bądź pewien, że Tobie się to nie przytrafi.

Wypadki jeżdżą, nie chodzą

Wypadek może trafić się każdemu. Niezależnie od położenia winy po którejś ze stron, poziomu świadomości czy rozsądku – wypadek na rowerze to niemal codzienność, po prostu jazda rowerem jest i zawsze będzie obarczona takim ryzykiem. Po nabyciu pewnego doświadczenia, rozsądku życiowego jest może trochę mniejsze – ale nie zmniejszymy go do zera, występuje zawsze. Warto więc dbać z jednej strony o utrwalanie sobie pewnych mechanizmów, z drugiej – zapewnić zaopatrzenie w środki opatrunkowe. Ta sekunda dłużej, ten jeden ruch nogi szybciej może okazać się dla nas tragiczny, dlatego nie warto stawiać ich ponad rozsądkiem i umiejętnością przewidywania co może się stać, lub z czym możemy się spotkać.

3768 kolizji w ciągu roku to ponad dziesięć dziennie. Czyli codziennie dziesięć osób na rowerach bierze udział w wypadku. Część z tych dziesięciu już nigdy nie wsiądzie na rower, nie będzie zakładać nowych ubrań, nie pochwali się przejechaniem jakiegoś odcinka, nowymi oponami, siodełkiem, licznikiem. Nie będzie przybijać piątki z kolegą, nie pojedzie do lasu na krótką przejażdżkę. Zmniejszajmy tę statystykę. Bądźmy bezpieczni, bądźmy rozsądni. Niech cyklista na rowerze będzie wzorem takiego rozsądku.